miałam taki plan,

Dodano 1 czerwca 2011, w Bez kategorii, przez agnieszek

ale nie udało mi się – wrzucić notki na okoliczność Dnia Matki.

Nie udało, bo – choć to pewnie tchnie strasznym narcyzmem i tanim melodramatyzmem  ale tak było na prawdę – przy każdym wejsciu na potrzeby tego wpisu do archiwum, prędzej czy później  zaczynałam ryczeć.

Nie to, że ze zruszenia nad własną tfurczością, nienie ;)

Ale faktem jest, ze bardzo ciężko jest mi wracać do tego co za nami.

Już  spory czas temu uzmysłowiłam sobie pewien dziwny proces. Zresztą, może tylko mnie wydaje się dziwny, może to normalne, zwykły mechanizm obronny by nie zwariować… 

Nie potrafię uwierzyć, ze to wszystko co było, zdarzyło nam się na prawdę. Albo może inaczej: wiem, że te wszystkie fakty miały miejsce, wszystkie dna, doły kryzysy i ściany. Równoczesnie jednak gdy patrzę dzisiaj na moje starsze dziecko nie mieści mi się to w głowie.

Jak by nie było,  co najmnej 85% bloga dedykowane jest Małej i o Niej traktuje. Fakt, teraz piszę o Niej dużo mniej, stała się jedną z równoprawnych postaci tego pamiętnicza ;p.

Jednak pierwsze lata bloga to nieustanne przynoszenie tutaj rozpaczy, lęku i schiz. Owszem sukcesów Małej również, ale nie czarujmy się dziegciu było znacznie więcej.

I mnie się to zwyczajnie po prostu nie mieści w głowie. Że z takiego zapętlenia, zagubienia, z tylu niemożności udało nam się wybronić.

Nie potrafię pojąć skąd czerpałam siłę, jak udało mi się nie stracić nadzieii. Paradoksalnie, wydaje mi się, ze dziś nie miałabym już tyle mocy w sobie. Choć jednocześnie wiem, ze te trzynaście z okładem lat  to najbogatszy w dorastanie czas. W uczenie się na czym polega d o r o s ł o ś ć , odpowiedzialność za życie – nie tylko własne.  

Czas – bardzo powolny twardnienia skorupy, nauki nie_cierpienia,

Nauki. zlewania zimnym sikiem bezdusznych uwag i  okrutnych śmiechów.

Chyba nigdy jeszcze  nie byłam tak wylajtowana w tej kwesti. jak teraz.

Co oczywiście nie znaczy, ze nie można mnie w temacie Małej zranić. 

Można, tylko trzeba duuużo bardziej się wysilić niż kiedyś.

Ale równocześnie ma  miejsce taka emocjonalna schizofrenia  -

czytam wpis, np. z sierpnia 2007 . i nie moge przestac płakać.

Moja dziecko przebyło kosmiczną drogę, jest teraz na tak nieprawdopodobnie innym etapie!

Czytając o tamtym czasie mam potworne wyparcie, to NIEMOŻLIWE że było aż tak ciężko.

Pewnie, ze to wszystko  pamiętam, jednak zostało to zepchnięte do tak odległych zakamarków  umysłu, ze dopiero przeczytanie konkretnego wpisu wywleka na wierzch dawne emocje.

Wiem, ze ten wpis wygląda trocę jak chaotyczny bełkot, ale co mi tam, jestem w końcu u siebie i mi wolno co nie? Mój cyrk moje małpy ;)

Tak więc, wracając do myśli przewodniej, wpisu dniomatkowego nie było, ale za to dziś mnie naszła grafomańska wena.

Dzień dziecka, ale  przewrotnie nie będzie o dzieciach ;) a przynajmniej nie do końca o moich.

Bo choć jestem wariacko szczęśliwa gdy patrzę na moję dwie sztuki (najlepiej śpiące;p I ta niezmienna wystająca spod kołdry rózowa pięta.. )  to dziś dzień dziecka dedykuję sobie.

Musiało minąć aż tyle lat, musiałam tak strasznie dorosnąć, tak boleśnie doświadczyć innego macierzyństwa by nabrać dystanstu. Do siebie, do dorosłości do wyborów, decyzji.

By dać sobie w reszcie prawo do bycia nie tylko nie_zawodnym dorosłym. Dziś zaczynam dopuszczać do głosu również własne „chcenia” i potrzeby. W końcu, powoli, dojrzałam do tego, że chcieć czegoś dla siebie to to żadne przestępstwo. Że moje wewnętrzne dziecko nadal ma się dobrze i cały czas czekało na dogodny moment by upomnieć się o  swoją porcję głasków. 

O to by spełnić sobie choć jedno z marzeń, tych prawdziwych co najcześciej wyglądają na niespełnialne.

Nie wiarygodne, ale nagle okazało się, że mam marzenia inne niż dotyczące zdrowia Małej.

I w dodatku potrafię już nie czuć się z tym jak przestepca.

Powiem jeszcze więcej – mam zamiar spełnić sobie przynajmniej jedno! :)

 

 

Pierwsz czerwca to również dzień urodzin mojej mamy.

 Mimo, ze wcale nie jesteśmy w takiej relacji i więzi jaka zawsze mi się na lini matka-córka marzyła, kocham ją bardzo. 

I dla mnie  1 czerwca to od zawsze Dzień Matki :) 

 

 

 

3 Responses to miałam taki plan,

  1. kolorki pisze:

    spełnienia marzeń:)))!!!! Jak najbardziej należy Ci się:) A w ogóle to wszyscy jesteśmy dziećmi:))))!

  2. Kasia pisze:

    Masz rację, te 2 Święta można z powodzeniem łączyć, bez Matki nie byłoby Dziecka :-).
    U mnie również 13 lat za nami, więc Twoje emocje i przemyślenia są mi bardzo bliskie. Dobrze, że nie piszę bloga i nie mam możliwości nadmiernego rozczulania się nad przeszłością, czytając stare notki:-).

  3. Chuda pisze:

    ale piekna notka!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS