Tym razem

Dodano 30 października 2011, w Bez kategorii, przez agnieszek

nie podejmę się spisania wydarzeń minionego tygodnia bo zwyczajnie nie mam siły, choć było by co pisać -  jak zwykle u nas -zawsze „coś” się dzieje…

Jednak jedna refleksja – uparcie pcha mi się pod palce i woła o utrwalenie. Otóż ostatnio co raz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że wychowywanie zdrowego zwykłego, (w sensie  że Jerrego) dziecka jest dla mnie dużo większym poligonem niż przy Justynie.

Trochę pewnie dla tego, ze jednak u Małej kluczem do sukcesu jest zawsze jakiś algorytm, stałość, niezmienność. Posługując się sprawdzonymi schematami można osiągnąć na prawdę wiele, nie wykluczając wcale rozwojowego i wychowawczego progresu.  Bo Justyna w brew pozorom (i mitom na temat autyzmu!) jest na prawdę bardzo zgodnym i ustępliwym dzieckiem :)

Istotnym również czynnikiem były i są bardzo zawężone by nie powiedzieć śladowe  interakcje społeczne na poziomie rówieśniczym. Po za tym parasol ochronny rozpięty nad Młodą w podstawówce skutecznie izolował ją od niefajnych sytuacji z dzieciarami i konieczności odnalezienia się w takowych…

Natomiast Mały?

Eeech, to już zupełnie inna bajka. By nie powiedzieć horror/thiller, ew.  dramt społeczno obyczajowy:|

Już raz wylewałam tu frustracje wychowawcze po wakacyjnej wpadce z obozem.

Teraz sytuacja jest o tyle trudniejsza, że rozgrywa się na gruncie szkolnym i nie ma szans na szybkie zakończenie.

Dziecko moje mające sport zwany piłką kopaną głęboko w tyle, ma pecha być w klasie gdzie na dziewięciu chłopców sport ten uprawia (z zapałem!) siedmiu, a ósmy powoli też się do tego przekonuje. 

I nie jest t klasa sportowa bynajmniej.

Na starcie więc już jest podpadnięty, bo jak to – facet i nie lubi futbolu?? To musi, coś z nim nie teges.

Kolejny niewypał – słynna już u Młodego Prawość i Sprawiedliwość.

Nie_kłamanie, nie_ściąganie, nie operowanie bluzgiem, tudzież fakt zgarniania jak na razie samych dobrych ocen ustawia go z marszu w oczach piłkarzy na statusie nielubianego kujona. 

Z Młodego taki kujon jak ze mnie baletnica – lekcje odrabia dopiero po zastosowaniu wobec niego gróźb karalnych, wiecznie o czym zapomina i generalnie się nie przejmuje. Ale gdy okaże się że zapomniał o sprawdzianie z historii to jest w stanie nauczyć się do niego na przerwie i to nauczyć na piątkę. Broni się sprytem, refleksem i głową chłonną jak gąbka. 

W zamian za to słyszy, że jest głupkiem i kujonem.

I teraz pytam, co ja mam z tym zrobić??

Dziecka mi żal jak cholera, ale przecież nie powiem mu: ok. zacznij mówić: „wal się”, „debilu”, kłam prosto w oczy i bądź arogancki wobec nauczycieli to ci notowania w oczach chłopaków skoczą!”

Po raz kolejny wychodzi na to, że wychowałam dziecko nie przystosowane społecznie, za uczciwe i za „porządne” odstające od lokalnej średniej:/

Odrzucenie przez rówieśników boli i doprowadza Młodego do wycofywania się z wszelkich aktywności – ostatnio zrezygnował z konkursu plastycznego bo męska cześć klasy obśmiała jego zgłoszenie – „to przecież dobre dla bab!” Wystarczył fakt, że  z jego klasy zgłosiły się same dziewczyny i on jeden.

Takich przykładów jest pełno.

Najbardziej przeraził mnie jednak fakt, że na pogróżki „wtłuczenia po lekcjach” kierowane przez jednego z największych klasowych antagonistów  Mały zareagował tekstem (kiedy wyciągnęłam z niego całą historię) „wolę już mieć to za sobą” i strasznie się bronił przed jakąkolwiek moją interwencją. „Będę miał jeszcze bardziej przerąbane bo powiedzą że jestem kabel i maminsynek!!” 

No w mordę, to znaczy, że co, ze pat?? Że nic nie można?

Bo czy zrobię coś czy nic nie zrobię to i tak będzie dla niego źle?

Porozmawiałam oczywiście z wychowawczynią, obiecała przyjrzeć się bliżej klasowym układom ale żeby mnie to jakoś specjalnie uspokoiło to nie mogę powiedzieć:(

I to jest przypominam państwu, to jest dopiero czwarta klasa.

Mały który na gruncie domowym potrafi być pewny siebie, pyskaty i gdy chce postawić na swoim – upierdliwy jak mucha tse-tse w szkole chowa się jak ślimak w skorupie. Nie walczy o swoje, przejmuje się każdym chamskim tekstem i generalnie zaczyna wchodzić w rolę klasowego „chłopca do bicia”.

Serce mi się kroi, a bezsilność zaciska pięści. Przeniesienie do innej szkoły nie rozwiąże sprawy, tak przynajmniej myślę – na prywatną i elitarną mnie nie stać z resztą nikt nie obieca, ze w takiej będzie inaczej. Z resztą status Nowego w żadnej szkole i klasie nie jest za fajny.

Skupiamy się głównie na rozmowach z Jerrym, wzmacnianiu poczucia własnej wartości i nauce ignorowania agresorów.

Tylko na jak długo to starczy…

Jakieś rady??

Otagowane:  

5 Responses to Tym razem

  1. Dara pisze:

    My wysłaliśmy dziecko na aikido. Aikido jest sportem walki obronnym, nie agresywny. Młody nie dał się pobić (sprawność bardzo wzrasta) i się od niego odczepili. Ale ciężko było też.

  2. Kasia pisze:

    Zaraz, zaraz, Agnieszka, ale nie można pozwolić na przemoc i to przede wszystkim musicie wytłumaczyć Jeremiaszowi, żeby się nie bał Waszej interwencji w kwestii zaczepek kolegów szkolnych.Jeśli wychowawczyni nie poradzi sobie z problemem, może warto pójść do pedagoga szkolnego lub też osobiście dobitnie porozmawiać z głównymi inicjatorami akcji. To dopiero 4 klasa, za wcześnie, by składać broń :-).

  3. kolorki pisze:

    Wydaje mi się, że sprawę załatwiłoby zaprzyjaźnienie się z jakimś innym normalnym chłopakiem – może wśród tych piłkarzyków jest jakiś wartościowszy? Oczywiście nie da się zaprzyjaźnić na siłę, ale w parze byłoby chyba znacznie łatwiej…

  4. helena pisze:

    przycisnąć wychowawczynię, następnie pedagoga, psychologa szkolnego. poruszyć sprawę na zebraniu. nie możesz osobiście rozmawiać z agresorami – tylko w obecności rodziców!!!
    wychowawczyni powinna nie tylko się przyjrzeć, ale przede wszystkim coś zrobić. przydadzą się jakieś zajęcia warsztatowe, ewentualnie godziny wychowawcze poświęcone agresji w klasie. ale agresja agresją, nauczyciele powinni przede wszystkim akcentować przy każdej okazji pozytywne strony dobrego uczenia się (piłkarz nie zrobi kariery bez dobrych ocen, znajomości języków obcych, umiejętności przeczytania kontraktu itp :-). jeśli wychowawczyni nie pomoże (nie wiem, na ile ekstremalna jest już sytuacja), uderz do dyrektora. może pomoże zmiana klasy? u nas tak czasem się dzieje, zazwyczaj z dobrym skutkiem (zyskałam w piątej klasie super dziewczynkę, która uciekła z podobnej do opisywanej przez Ciebie atmosfery).

  5. Agnieszek pisze:

    Dara – no właśnie problem z Młodym taki, że mimo jego nadruchliwości ze sportów to on najbardziej lubi szachy:o Trudno go na cokolwiek namówić ale będziemy jeszcze próbować

    Kasia – no właśnie nie mam zamiaru składać broni bo jeszcze trochę szkoły przed nim…

    Kolorki – Młody ma w klasie jednego bliższego kolegę ale to jest własnie ten ósmy co powoli zaczyna na stronę piłkarzy przechodzić :/

    helena – przyznam, ze po cichu liczyłam na twój głos :)
    Na dzień dzisiejszy sprawa ma się tak, że wychowawczyni poruszyła sprawę na zebraniu, klasa ma raz w miesiącu warsztaty z psychologiem i na nich również temat będzie wałkowany.
    Ja rozmawiałam z matką najgłówniejszego dręczyciela ale tu akurat nie mam złudzeń co do jakiejkolwiek skuteczności, nie ten (jeśli w ogóle jakikolwiek) poziom:/ Teraz było kilka dni przerwy od szkoły, zobaczymy co będzie po powrocie…
    Dzięki za podpowiedzi!:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS